Ponad własne interesy i pozytywnie do całego świata

Z okazji otrzymania Nagrody Prezydenta Wrocławia za wieloletnią działalność dobroczynną na rzecz wrocławian, w 30. rocznicę istnienia Rotary Club we Wrocławiu, rozmawiamy z prof. Wojciechem Witkiewiczem, wybitnym specjalistą chirurgii, angiochirurgiem i transplantologiem, dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu.

Wrocławskie Towarzystwo Naukowe obchodzi w tym roku jubileusz 75-lecia. Za wkład wniesiony w rozwój i promocję wrocławskiej nauki otrzymali Państwo w czerwcu nagrodę Prezydenta Wrocławia. Jak postrzega Pan obecnie rolę i misję WTN?

 Jubileusz 75 - lecia WTN zbiega się w tym roku z jubileuszem 120 - lecia Lwowskiego Towarzystwa Naukowego, którego tradycje kontynuujemy. Chociaż w ciągu tych 75. lat zmieniało się oblicze Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego, to zawsze jednak fundamentem jego działalności byli wybitni wrocławscy uczeni, których kompetencje znane były na całym świecie. Wymienię tylko niektórych: prof. S.Kulczyński, prof. H. Steinhaus, prof. E. Marczewski, prof. W. Bross czy prof. H. Kowarzyk. Ich osiągnięcia były tym, co przyciągało nowych członków do Towarzystwa. Obecnie tworzą je kolejne pokolenia uczonych, organizując wrocławskie życie naukowe.

Po latach siedziba Towarzystwa, willa przy ul. Parkowej, wymagała kapitalnego remontu. W 2020 roku z pomocą przyszedł Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, który przyznał nam nową siedzibę i dofinansowanie na utrzymanie bieżącej działalności. Pragnę w tym miejscu jeszcze raz podziękować Prezydentowi, Jackowi Sutrykowi za wsparcie udzielone Towarzystwu, dzięki któremu może ono nadal funkcjonować.

Podczas wakacyjnej sesji 27 lipca 2021 roku, z udziałem Prezydenta Wrocławia – Jacka Sutryka oraz wybitnych uczonych, związanych z wrocławskim środowiskiem naukowym, wyznaczono cele na najbliższe lata działalności WTN. Wśród propozycji mamy takie, które wskazują na konieczność wzmocnienia prac poszczególnych wydziałów WTN i komisji, pozyskiwanie nowych członków, wzmocnienie kontaktów międzynarodowych czy wypracowanie nowych modeli funkcjonowania i zarządzania. Wśród kierunków rozwoju WTN mamy również stworzenie platformy dyskusyjnej nad kierunkami rozwoju Wrocławia i Dolnego Śląska, stworzenie forum dla upowszechniania ważnych i nowych idei naukowych oraz społecznych, czerpanie z doświadczeń i rozwiązań innych regionów i krajów poprzez organizowanie debat i dyskusji, świadczenie usług eksperckich dla podmiotów gospodarczych i administracji lokalnej, a nade wszystko promowanie idei społeczeństwa opartego na wiedzy i kompetencji.

Z przedstawionych opinii zaproszonych na lipcowe spotkanie gości nasuwa się jeden wspólny wniosek -  Towarzystwo powinno kontynuować lwowskie tradycje i założenia dotyczące propagowania wiedzy i nauki, ale w nowej odsłonie, dostosowanej do współczesnych czasów.

Pan również został w tym roku uhonorowany przez Prezydenta Wrocławia – za wieloletnią działalność dobroczynną na rzecz wrocławian. Był Pan założycielem i pierwszym prezydentem wrocławskiego klubu Rotary. „Służba ponad własne interesy” to motto klubu. Co dla Pana- jako rotarianina - w praktyce oznacza?

Zanim odpowiem na Pani pytanie, chciałbym przybliżyć w kilku zdaniach historię klubów Rotary.  Otóż sięga ona 1905 r. Wtedy to prawnik Paul Harris założył w Chicago pierwszy klub, liczący 4. członków. Nazwa Rotary nawiązuje do pierwotnej koncepcji organizacji, zakładającej rotację miejsc spotkań członków klubu. W latach 1989 - 1990 kilkakrotnie podejmowano próby powołania pierwszego, polskiego Klubu Rotary we Wrocławiu, a myśl ta wydawała się odległa i nie bardzo realna. Inicjatorzy wrocławskiego klubu, wrocławscy przedsiębiorcy i pracownicy naukowi - dr Robert Zięba, dr Jerzy Jagoda, dr Maciej Sygit, dr Krystyna Krupa, dr Tadeusz Płuziński i prof. Piotr Sobota, otrzymali ogromne wsparcie rotarian ze Szwecji z RC Landskrona Citadell w tym Kurta Bostroma oraz rotarian z RC Selestat we Francji reprezentowanej przez Jean-Pierre Francka. Do grupy inicjatorów dołączyłem w 1990 roku i w wyniku intensyfikacji działań we wrześniu doszło do zebrania inicjującego działalność wrocławskiego Rotary Club, które odbyło się w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu. Stał się on pierwszą stałą siedzibą naszego klubu. Po roku prac organizacyjnych, 19. października 1991 roku, nastąpiło uroczyste przyjęcie wrocławskiego Rotary Club do światowej rodziny klubów rotariańskich. Uroczystość odbyła się we wrocławskim Ratuszu. Wzięło w niej udział ponad 200. rotarian z całego świata. Podobnie jak przed II wojną światową, wrocławski Rotary Club został zarejestrowany jako 13. - tym razem w Polsce. Rotary club Wrocław stanowi bowiem kontynuację przedwojennej działalności rotarian - zakazanej po dojściu Hitlera do władzy. W 1992 roku, ostatni z żyjących członków przedwojennego Rotary, sekretarz Walter Meineke, przekazał oficjalnie jego symbole powstałemu w 1991 r. Klubowi Rotary Wrocław, które są swoistym certyfikatem kontynuacji tradycji rotariańskiej. Dzięki nawiązanej współpracy wrocławskiego klubu z innymi klubami rotariańskimi, szpitale wrocławskie i domy opieki otrzymywały pomoc w formie leków, aparatury medycznej, czy kształcenia lekarzy na stażach zagranicznych. Dary napływały z Francji, Szwecji, Holandii, Niemiec. Klub zrzeszał coraz więcej ludzi świata nauki, kultury, biznesu - co w efekcie spowodowało powołanie we Wrocławiu kolejnych klubów Rotary. Z biegiem lat, formy współpracy Rotary Club Wrocław, w ramach światowej rodziny rotariańskiej, ulegały zmianie jednak zapotrzebowanie na tego typu działalność pozostaje aktualna do dziś.

 Jesteśmy gronem osób, które łączy wspólna idea - to jest niesienie pomocy potrzebującym - stanowiąca o istocie ruchu rotariańskiego na całym świecie. Ruch ten pomaga ofiarom kataklizmów, katastrof, epidemii. Wspomnę tylko, że epidemia polio – choroby Hainego Medina na świecie została opanowana dzięki Rotary.

Rotarianie z Wrocławia i Dolnego Śląska nie raz pomagali domom dziecka, szkołom, przedszkolom, szpitalom znajdującym się w trudnej sytuacji. W trakcie i po powodzi tysiąclecia w roku 1997, nasz Klub Rotary pomagał mieszkańcom Wrocławia, przez organizację kolonii dla 1200 dzieci z Wrocławia i Dolnego Śląska, które dzięki gościnności rotarian z Węgier miały miejsce w Budapeszcie.

 Międzynarodowy charakter ruchów rotariańskich umożliwia młodzieży studiowanie za granicą (fundowanie stypendiów), pomaga w organizacji wymiany młodzieży z różnych krajów, w umacnianiu kontaktów zawodowych i gospodarczych. To dzięki tym działaniom Wrocław i Polska zyskały ponad 250. ambasadorów na całym świecie, a wrocławska młodzież rotariańska utworzyła ponadto dwa kluby Rotary Akt.

Rotarian najlepiej charakteryzuje postawa etyczna - zarówno w życiu prywatnym, zawodowym jak i publicznym. Promowanie takich działań i osobowości jest szczególnie ważne w warunkach obecnego kryzysu postaw, autorytetów i wartości. Rotarianie są też z założenia optymistami i pragną wszystkim zaszczepić jego cząstkę.

Pandemia przewartościowała nasze postrzeganie świata. Jak Pan ocenia ten czas – z punktu widzenia wybitnego lekarza, ale też naukowca. Czego nas nauczył?

Przede wszystkim pokory…. Początek pandemii wiązał się z wieloma trudnościami, ze względu na niepewność i sporo niewiadomych, związanych z zagrożeniem koronawirusem, a także wypracowaniem nowych procedur i wytycznych postępowania dla służby zdrowia. Ochrona zdrowia na całym świecie przeżyła bardzo ciężki rok, rok heroicznej walki, okupiony pracą ponad siły, lękiem,  nierzadko również utratą zdrowia, a nawet życia. Ten czas zapisze się w sposób szczególny na kartach historii świata. Pandemia to nie tylko bezpośrednia walka z wirusem i jego skutkami, ale również olbrzymi dług zdrowotny do spłacenia. Już mówi się, że będziemy go spłacać przez następne kilka lat.

Temat pandemii skłania też do głębszych rozważań oraz poszukiwania odpowiedzi na pytanie: dokąd zmierza medycyna?

„Quo vadis, medicina?” - pytanie to było przedmiotem mojego wykładu wygłoszonego podczas uroczystości nadania tytułu Doktora Honoris Causa Uniwersytetu Przyrodniczego w 2011 roku. I choć upłynęła już dekada wciąż zdaje się być aktualne. Mówiłem wówczas o tym, że ludzkość będzie musiała się zmierzyć z chorobami, spowodowanymi przez mutacje spontaniczne i chorobami dziedziczonymi wielogenowo, co będzie niezwykle trudne, a być może nawet niemożliwe. Naczelną zasadą stanie się wykrywanie skłonności genetycznej do choroby. Medycyna będzie nauką skoncentrowaną nie na leczeniu, lecz w dużej mierze na profilaktyce. W rękach świadomego tego faktu pacjenta pozostanie decyzja, co do prewencji wystąpienia tej choroby w przyszłości. A skoro jesteśmy przy tym temacie, uważam, że dziś w obliczu czwartej fali pandemii stoimy przed wielkim wyzwaniem zachęcenia ludzi do szczepień, będących jedynym ratunkiem przed ciężkim przebiegiem choroby COVID-19 a nierzadko również przed śmiercią. Zastanawiam się, gdzie popełniliśmy błąd, skoro ponad połowa Polaków odmawia szczepień, wierząc w teorie spiskowe, nie w fakty naukowe. Jako lekarz, który musiał zlikwidować trzy oddziały w szpitalu oraz częściowo przekształcić kolejne dwa oddziały na rzecz oddziałów covidowych, apeluję do osób niezaszczepionych o przemyślenie swojego stanowiska, bo być może nie mają oni świadomości, co znaczy nagły, drastyczny wzrost liczby ciężko chorych zakażonych covidem. Proszę pamiętać, że w normalnych warunkach liczba personelu w szpitalu jest skończona, dostosowana do potrzeb społeczeństwa. Jeśli z powodu zakażenia drastycznie wzrasta nam liczba chorych zakażonych, a mamy kilku anestezjologów, to musimy wybierać komu w tym samym czasie mogą oni pomóc. Lekarz ten nie może jednocześnie zajmować się dużą liczbą zakażonych, przechodzących ciężko chorobę i asystować przy operacji np. onkologicznej czy kardiochirurgicznej.

Jeśli możemy zrobić cokolwiek, co zmniejszy nam liczbę przypadków ciężkich wymagających z powodu covida hospitalizacji, to ratujemy życie tym, którzy mają ciężkie nowotwory, schorzenia kardiologiczne czy naczyniowe. Może ci którzy są niezaszczepieni, spojrzą na swoje decyzje z tej perspektywy, wobec obecnego braku personelu - czyli lekarzy, pielęgniarek i ratowników. Innymi słowy jeśli dzięki szczepionce, nie zachorujesz i unikniesz hospitalizacji, to realnie pomagasz sobie i innym. Najskuteczniejszym i najbezpieczniejszym, a także przy okazji najtańszym sposobem walki z chorobami jest zawsze zapobieganie.

A trzeba pamiętać, że nie jest to zapewne koniec tej pandemii, wobec nowych wariantów tego wirusa.  

Podczas wspomnianego uroczystego wykładu poświęconego przyszłości medycyny – tytułowe pytanie - „Quo vadis medicina ?” - pozostawiłem otwarte. I dziś, po 10 latach, nadal pozostaje ono otwarte.

Człowiek wykorzystuje zgromadzoną informację, zmienia otaczający świat, ewoluuje. A co w tym czasie dzieje się w otaczającej go przyrodzie? W latach siedemdziesiątych XX wieku w związku z ogromnym rozwojem terapii antybiotykami, zapowiadano zbliżający się koniec chorób zakaźnych. W rzeczywistości stało się inaczej. Przyroda także ewoluuje, powstają nowe choroby. Bakterie i wirusy ulegają mutacjom, podlegają ewolucji. Czy ktoś  - jeszcze dwa lata temu  - byłby w stanie przewidzieć wybuch pandemii paraliżującej świat i doprowadzającej do globalnego kryzysu społecznego i gospodarczego? Być może ta wojna będzie trwać bez końca. Człowiek narusza więc stabilny układ przyrodniczy, a ten krok może mieć poważne konsekwencje.

Albert Einstein powiedział: „Los ludzkości będzie taki, na jaki ona zasługuje”. Ucząc początkujących lekarzy i studentów Hipokrates ostrzegał, aby nie udawali nieomylności. I ja pokornie zdaje sobie sprawę z ograniczeń własnej wiedzy. Być może bardzo mylę się co do przyszłości medycyny, ale wiem jedno. Gdzieś w nas wszystkich tkwi marzenie, mit kamienia filozoficznego, eliksiru życia. Czegoś co miałoby przywracać młodość i dawać zdrowie. Medycyna na pewno z tego mitu nie rezygnuje. Ale warto pamiętać, że nauka jest tylko jednym ze sposobów dochodzenia do prawdy. Jest nią nie tylko rozum, ale i wiara. Rozum ułatwia zrozumienie świata, ale wiara nadaje mu sens.

Dlatego na koniec mojej refleksji chciałbym przytoczyć słowa Jana Pawła II, który ujął tę głęboką więź w pięknych słowach: „Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Jest Pan od lat związany z Wrocławiem. Tu kończył Pan studia, tu od lat rozwija się Pana kariera zawodowa i naukowa. Czy mógłby Pan zdradzić nam, jakie są Pana ulubione miejsca we Wrocławiu? Takie, do których lubi Pan wracać.

Mieszkam we Wrocławiu od czasu rozpoczęcia studiów, czyli od 1962 roku, kiedy to w drodze na egzaminy wstępne na medycynę, nie mając gdzie mieszkać, dzięki uprzejmości znajomego księdza zamieszkałem w Wyższym Seminarium Duchownym na Ostrowie Tumskim. Było to moje pierwsze zauroczenie miastem, z którym związałem całą moją aktywność zawodową i naukową. Po dostaniu się na medycynę, zamieszkałem niewiele dalej, w domu studenckim przy ulicy Wrońskiego w pobliżu mostu Grunwaldzkiego, który dzisiaj stał się Centrum Akademickim Politechniki Wrocławskiej a później w Domu Studenckim „Bliźniak” Akademii Medycznej, nieopodal Parku Szczytnickiego, Ogrodu Japońskiego i Hali Stulecia. Obie te lokalizacje to urocze miejsca, będące odnogami Odry z piękną i dziką przyrodą.

Od zawsze lubiłem obcować z naturą. Dzieciństwo i młodość spędziłem na wsi. Do końca studiów pomagałem rodzicom, a później już tylko mamie, w prowadzeniu gospodarstwa, co stanowiło dla mnie zawsze odpoczynek od tempa życia wielkiego miasta. Przyroda ma więc w moim życiu miejsce szczególne. To pozwoliło mi podziwiać potęgę i majestat natury od samego początku mojego życia. Odkryłem wtedy panującą w przyrodzie harmonię i obudziła się we mnie chęć zgłębiania jej tajników – praw rządzących życiem. Dzisiaj, w wolnych chwilach, najczęściej późnym wieczorem lub nocą, mam okazję wracać do tych miejsc.

Wrocław to miasto spotkań, które tętni życiem, miasto otwarte, gościnne i dynamicznie rozwijające się. Cechy te zawdzięcza bogatej historii, wspaniałej architekturze i wielokulturowej społeczności.

Mój związek z Wrocławiam jest zdecydowanie silniejszy i bardziej osobisty, od kiedy po stażu podyplomowym w Zespole Klinik ówczesnej Akademii Medycznej, przy Pasteura Curie Skłodowskiej, Chałbińskiego, rozpocząłem pracę w Klinice Chirurgii Naczyniowej przy ul. Poniatowskiego, a później zostałem detaszowany do pracy w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamieńskiego (dawniej Szpital Czterdziestolecia). Wszak misją szpitala jest hasło: „Szpital przyszłości dla Wrocławia i Dolnego Śląska”. Wrocław to miejsce, w którym uzyskałem wykształcenie, założyłem rodzinę i całe życie pracowałem, to równocześnie jedno z najpiękniejszych miast na mapie Polski.

Wspomniany już Ostrów Tumski, z unikalnym w skali światowej zespołem architektonicznym, w którego sercu znajduje się Katedra pw. Św. Jana Chrzciciela, uznawana za pierwszą gotycką świątynię na ziemiach polskich, jest miejscem szczególnych dla mnie wspomnień. To tutaj odebrałem Papieski Order Rycerski Świętego Sylwestra. Jest to dla mnie wyjątkowe wyróżnienie, które przyjąłem z radością i pokorą...Drugim ważnym momentem w moim życiu, który łączy się z wrocławską katedrą, było powołanie kaplicy Chirurgów Polskich, gdzie w 2009 roku nastąpiło poświęcenie tablicy upamiętniającej 64. Kongres Towarzystwa Chirurgów Polskich w 120. rocznicę założenia Towarzystwa przez Ludwika Rydygiera. Miało to miejsce na wniosek Zarządu Głównego Towarzystwa Chirurgów Polskich, którego byłem Prezesem. W kongresie wzięło udział ponad 3500 chirurgów z kraju i z zagranicy. Tematem przewodnim kongresu była chirurgia ostrodyżurowa, naczyniowa i onkologiczna, a największą atrakcją  - pierwsza w Polsce prezentacja robota chirurgicznego da Vinci. Szczególnym miejscem na mapie Wrocławia jest dla mnie również Rynek z Ratuszem, gdzie miałem okazję być świadkiem i uczestnikiem wielu doniosłych dla mnie i mojej rodziny wydarzeń.